środa, 13 października 2010

Franciszek cały

Franciszek,
czyli zgubne skutki babrania się w błocie.


Franciszka raz zobaczył stryj
gdy robił babki z błota.
Stryj z ziemi podniósł gruby kij
Pogonił chłopcu kota.

I zanim spadł ostatni cios
Na szynki Franka grube
Usłyszał chłopiec stryja głos:
„Od dzisiaj koniec z brudem!”

A morał z tej historii taki:

Niech cię nie kusi bród i gnój
Niech chroni cię rozsądek,
Inaczej przyjdzie stryj lub wuj
I zrobi z tym porządek.

Lecz gdy tak piękny ujrzysz dół,
Że szał cię porwie dziki
Zdejm i ubranie złóż na pół
A obok swe buciki.

wtorek, 12 października 2010

Franciszek 1/2

Franciszek,
czyli zgubne skutki babrania się w błocie


Franciszka raz zobaczył stryj
gdy robił babki z błota
stryj z ziemi podniósł gruby kij
pogonił chłopcu kota

I zanim spadł ostatni cios
Na szynki Franka grube
Usłyszał chłopiec stryja głos:
„od dzisiaj koniec z brudem!”

Wyszło drastyczniej niż w oryginale:

His Uncle came on Franklin Hyde
Carousing in the Dirt.
He Shook him hard from Side to Side
And Hit him till it Hurt,

Exclaiming with a Final Thud
"Take that! Abandoned Boy!
For playing with Disgusting Mud
As though it were a Toy!"

MORAL

From Franklin Hyde's adventure, learn
To pass your Leisure Time
In Cleanly Merriment, and turn
From Mud and Ooze and Slime
And every form of Nastiness--
But, on the other Hand,
Children in ordinary Dress
May always play with Sand.

Pomysł jest taki, żeby wszystkie tytuły miały ten sam format. [Imię, nazwisko], czyli zgubne skutki [złego zachowania]. Może nawet z rymem?

czwartek, 7 października 2010

Indeks a tergo przyjacielem tłumacza (and it's not cheating)

Lord lucek, brudnopis

Lord Lucek często już za młodu
Zwykł łkać i ryczeć bez powodu.
Na przykład gdy wołała niania
Bo przyszła Lucka pora spania
Zawodził tak jak wilki/zwierzę dzikie.
Lub kiedy ojciec, Pumpernikiel
go ganił swym lordowskim tonem:
"nie kręćże kota już ogonem"
Ułaskawiwszy kota hardo
Tak zaczął Lucek drzeć swe gardło,
Że Jaśnie Oświecony dziadek
na srogą zdobył się uwagę,
Twierdząc, że kiedy świat był światem
Nie służył kot zabawie dziatek.

A jego ciotka, dzika dusza
co poślubiła parweniusza
rzekła do męża spoza klasy:
"Powyłamywać mu kulasy
bo to nie dziecko, ale zwierzę!"
A nie przystoi, mówiąc szczerze
statecznej pani to zacięcie
do słów nieznanych w parlamencie.
Rzekła zaś babka po kądzieli,
której raz przyszło urząd dzielić
i miała order albo medal
(Kto by spamiętał to jak trzeba!)
"Gdybym ja tylko była w stanie,
dostałby chłopak tęgie lanie!"
(Co się nie stało, bowiem rzadko
stan taki zdarza się stulatkom/w stan taki wpada się stulatkom*)

Co stary lokaj miał powiedzieć
nie wiemy - ba, nie chcemy wiedzieć!
Przy naszym wielkim doń szacunku
lokajom stać na posterunku
a nie głupoty pleść wypada.
Tymczasem nuda w wiersz się wkrada,
czyni męczącą rzecz i długą,
więc zaczekajmy na część drugą.

LORD LUNDY

(_Pieśń druga_)

Aż w końcu, jak to jest w zwyczaju,
nasz Lucek błysnął w służbie kraju
i gdy miał lat dwadzieścia cztery
u progu wielkiej stał kariery
zyskując bez większego musu
urząd stosowny do statusu
i poważanie pośród dzikich
jako sekretarz od Afryki.
Lecz dalszy awans jaśnie pana
Pod znakiem stanął zapytania,
gdy nie z zawiści, a po prostu,
wstał by przemówić któryś z posłów,
a Lucek słysząc jego „Sprzeciw!”
załkał jak łkają małe dzieci.
Potem najmniejsza już uwaga
prowokowała łez huragan,
czego nie zdążył nikt zobaczyć
bo zaraz zemdlał lord z rozpaczy.
Każda następna taka scena
do szewskiej pasji wiodła Senat,
który, by nie mieć płaksy blisko
nadał mu gorsze stanowisko.
Potem już zawsze szło w ten deseń
i nim nadeszła późna jesień
lord odczuł groźny brak funduszów*
gdy miejskim woźnym był w ratuszu.
Natomiast zanim nastał grudzień
pozbył się nawet Lucek złudzeń.

Przed ostatecznym swym upadkiem
stanął przed wielkim lordem dziadkiem,
który, choć siły jego słabły,
zechciał wyłożyć gorzkie prawdy.*
Rzekł więc, gdy stanął przed nim młodzik
„Rządowi miałeś wszak przewodzić
Miałem pieniądze, dobrą prasę
udobruchałem średnią klasę
i wszystko było już gotowe
a ty” - tu chwycił się za głowę -
„nie warte ciebie moje słowa -
jedź Nową Walię nadzorować!”

* * *
Wkrótce się starzec żegnał z życiem
słysząc nad sobą wnuka wycie.

piątek, 24 września 2010

Lord lundy, nigdy go nie skończę

powinnam zrobić osobny tag na lundiego, tyle się z nim męczę.

But very soon his friends began
To doubt if he were quite the man:
Thus, if a member rose to say
(As members do from day to day),
“Arising out of that reply . . .!”
Lord Lundy would begin to cry.
A Hint at harmless little jobs
Would shake him with convulsive sobs.

Lecz dalszy awans jaśnie pana
Pod znakiem stanął zapytania,
gdy nie z zawiści, a po prostu,
wstał by przemówić któryś z posłów,
a Lucek słysząc jego „Sprzeciw!”
załkał jak łkają małe dzieci.
Potem najmniejsza już uwaga
prowokowała łez huragan.

przepraszam za ostatni rym, jest zdecydowanie do kitu. martyna, weźże coś wymyśl.

piątek, 13 sierpnia 2010

Lord Lundy IV Nowa Nadzieja

It happened to Lord Lundy then,
As happens to so many men:
Towards the age of twenty-six,
They shoved him into politics;
In which profession he commanded
The income that his rank demanded
In turn as Secretary for
India, the Colonies, and War.


Aż w końcu, jak to jest w zwyczaju,
nasz Lucek błysnął w służbie kraju
i gdy miał lat dwadzieścia cztery
u progu wielkiej stał kariery,
zyskując bez większego musu
urząd stosowny do statusu
i poważanie pośród dzikich
jako sekretarz od Afryki.

męczy mnie już ten lord

poniedziałek, 14 czerwca 2010

bo każdy tłumacz to tłumok



Notatki z pragmatyki:

protagoniści to duża ryba, średnia ryba, mała ryba, plum,
robo rodent,




a także: zombie butterfly, killer bunny, vampire chihuaha i Sputnik.
Tak, sputnik. Sputnik robi "pim".

Przeprawa z Learem na złość St. B.

Zaliczenie na Smutnego czekało, czekało i się doczekało.
Jeszcze tylko komentarz, w którym dla odmiany ja się wytłumaczę z braku drzew Bongo, widelczyka do pikli i zamiany ról. A może jeszcze go podrasuję? ;)


The Owl and the Pussy-cat

I

The Owl and the Pussy-cat went to sea
In a beautiful pea-green boat,
They took some honey, and plenty of money,
Wrapped up in a five pound note.
The Owl looked up to the stars above,
And sang to a small guitar,
“O lovely Pussy! O Pussy my love,
What a beautiful Pussy you are,
You are,
You are!
What a beautiful Pussy you are!”

II

Pussy said to the Owl, “You elegant fowl!
How charmingly sweet you sing!
O let us be married! too long we have tarried:
But what shall we do for a ring?”
They sailed away, for a year and a day,
To the land where the Bong-tree grows
And there in a wood a Piggy-wig stood
With a ring at the end of his nose,
His nose,
His nose,
With a ring at the end of his nose.

III

“Dear Pig, are you willing to sell for one shilling
Your ring?” Said the Piggy, “I will.”
So they took it away, and were married next day
By the Turkey who lives on the hill.
They dined on mince, and slices of quince,
Which they ate with a runcible spoon;
And hand in hand, on the edge of the sand,
They danced by the light of the moon,
The moon,
The moon,
They danced by the light of the moon.



Kocur i Sowa

I

Kocur i Sowa wybrali się w morze
W jasnozielonym kajaku,
Wzięli po porze, do tego dwa noże,
Upchane w starym chodaku.
Kocur zaśpiewał wtem przy ukulele,
Patrząc się w niebo gwiaździste:
-Moja ty Sówko! Ach, mój ty aniele!
Jak piękna ty jesteś zaiste,
zaiste,
zaiste!
Jak piękna ty jesteś zaiste.


II

Słyszy głos Sowy: - Koteczku rasowy
Chwyćże mnie proszę za rączkę.
Zrób mnie swą lubą, zwlekamy za długo...
Skąd tu wziąć jednak obrączkę?
Rok tak płynęli aż onej niedzieli
Ich kajak wraz brzegu dotyka.
I tam zza krzaka dostrzegli prosiaka
Z obrączką na czubku języka,
języka,
języka.
Z obrączką na czubku języka.

III

-Drogi prosiaku czy za pięć miedziaków
Sprzedasz swój pierścień? - A proszę.
Toteż go wzięli, a ślubu udzielił
Indyk, co mieszka przy szosie.
Na obiad serek i pigwy plasterek
Widelcem do pikli spożyli.
I w miłosnym splocie, przy fal chlupocie
W świetle księżyca tańczyli,
tańczyli,
tańczyli.
W świetle księżyca tańczyli.